Porywacze dzieci w Chinach

0
porwania dzieci w chinach

Nie tak dawno, w mojej szkole zapanował nie lada chaos. Z powodu prowadzonych zajęć, nie za bardzo mogłem wyjść z klasy i się dowiedzieć o co chodzi. Kątem oka widziałem tylko biegające tam i z powrotem nauczycielki. 

Po skończonej lekcji udałem się do pokoju nauczycielskiego, a tam pusto jak w akademiku podczas juwenaliów. Tylko Cherry (sekretarka) siedziała za biurkiem, prowadząc ożywioną rozmowę telefoniczną. Kiedy skończyła, zapytałem co się stało.

– Nie ma jednego z naszych uczniów.

– Jak to nie ma? Na zajęcia nie przyszedł?

–  Nie, nie miał dzisiaj zajęć.

– Ahaaa. To o co chodzi?

– Paręnaście minut temu jeździł przed domem na rowerku, a teraz go tam nie ma!

Łeee. O to ten cały chaos? Idę się przygotować do następnych zajęć – jak pomyślałem tak zrobiłem. Dzieciak pewnie gdzieś sobie pojechał i jak nic zaraz się znajdzie.

Tak też się stało. Chwilę później przyczłapały zziajane nauczycielki, oznajmiając, że dziecko jest całe i zdrowe.

– O co to całe zamieszanie. Co by się miało temu czterolatkowi na naszym strzeżonym osiedlu stać? Ktoś miałby go porwać?

W tym momencie wszyscy, ale to wszyscy Chińczycy spojrzeli na mnie robiąc wielkie oczy (każdy w miarę swoich możliwości).

– Czy Ty wiesz ile dzieci jest rok w rok porywanych w Chinach?

– Nie…

– Dużo, bardzo dużo. Znikają bez śladu, na zawsze. Także odpowiedź na twoje pytanie to tak, ktoś mógłby go porwać.

– Oooops…

Zaintrygowany, postanowiłem dowiedzieć się więcej o tym procederze.

Wychodzi na to, że rokrocznie w Państwie Środka uprowadzanych jest około 2000 dzieci (według rządu chińskiego), 30-60 tysięcy (według organizacji pozarządowych), 70 tysięcy (według zachodnich ekspertów). Oczywiście liczby podane przez władze możemy od razu wykluczyć, skłaniając się raczej ku niezależnym prognozom.

Przyjmijmy, że porwań jest 60 000, co po zastosowaniu prostych obliczeń matematycznych daje nam wynik 165 uprowadzonych dzieci dziennie. Z upływem każdej doby, gdzieś w różnych częściach Chin, 165 rodzin przeżywa prawdziwy dramat. Dlaczego się tak dzieje?

Przyczyny porwań

Według ekspertów (zarówno tych miejscowych jak i zagranicznych) do głównych czynników stymulujących ten proceder zalicza się:

  • patriarchalny model społeczeństwa – w którym posiadanie męskiego potomka jest priorytetem. Su Qiangcai, farmer z prowincji Fujian, przyznał się do zakupu 5-letniego chłopca za 3500 USD, pomimo, że posiadał już córkę. „Dziewczynka nie jest tak dobra jak chłopiec. Nieważne ile masz pieniędzy,jeżeli nie posiadasz syna, jesteś gorszy od tych którzy mają męskich potomków zapewniających trwałość rodu.” Dlatego też, na bogatym wybrzeżu za chłopca zapłacić trzeba od 10000-14000 dolarów, kiedy dziewczynki sprzedaje się po 3000-9000 USD.
  • polityka jednego dziecka – oraz wynikające z niej dysproporcje. W chwili obecnej w Chinach rodzi się 116 chłopców na 100 dziewczynek. Oznacza to, że coraz większa rzesza mężczyzn nie będzie w stanie znaleźć sobie żony. Dlatego też, szczególnie w mniej rozwiniętych prowincjach, kupuje się dziewczynki, które następnie zostają wychowane by w przyszłości stać się żonami już posiadanych synów.
  • bardzo trudny proces adopcyjny – pary które nie mogą mieć dzieci i decydują się na adopcję, muszą przejść długotrwałą, męczącą, ekstremalnie zbiurokratyzowaną i najeżoną siecią lepkich rąk drogę adopcyjną. Bardzo często, z powodu frustracji przerywają te starania, skłaniając się ku zakupowi.
  • porywacze dzieci udający biedne rodziny – które z różnych powodów (czy to materialnych, czy też „nadprogramowości” tego konkretnego dziecka) zmuszone są z ciężkim sercem je sprzedać.
  • popyt zagraniczny – kilkukrotnie odnotowywano przypadki, w których porywacze działali w porozumieniu z domami dziecka. W zamian za porwane dziecko otrzymywali opłatę ryczałtową. Następnie za pomocą sfałszowanych dokumentów nadawano dziecku nową tożsamość, zaznaczając, ze jest gotowe do adopcji przez jedną z setek zagranicznych par (głównie z USA) czekających na swojego aniołka.
  • brak kar dla kupujących – pomimo faktu, że w razie złapania porywacze dzieci powinni liczyć się z wyrokiem śmierci, nabywcy (o ile nie utrudniali śledztwa lub też nie maltretowali dzieci) nie poniosą żadnej odpowiedzialności karnej. Wynika to z ułomności i archaiczności przepisów prawa, którego twórcy w czasie jego konstruowania nie brali takiego procederu pod uwagę.
  • korupcja – Gdzie pojawiają się łatwe pieniądze, tam rodzi się chciwość. W znaczną część nagłośnionych spraw zamieszani byli przedstawiciele lokalnych władz oraz policji. W jednym z głośniejszych przypadków, urzędnicy z prowincji Hunan odbierali rodzicom ich dzieci pod byle pretekstem. Często przeczesywali miasta w poszukiwaniu niezarejestrowanych dzieci, rozglądając się za ubrankami suszącymi się na wieszakach. Do dziś nie wiadomo, gdzie trafiły odebrane dzieci.

Gdzie trafiają porwane dzieci?

  • do nowych rodzin
  • na przyszłe żony
  • do tak zwanych „sweatshops” – małych fabryk, w których muszą pracować przez kilkanaście godzin dziennie, bardzo często w nieludzki warunkach. Oczywiście bez jakiegokolwiek wynagrodzenia. Ponadto, z powodu ich wieku nie zdają sobie sprawy o przysługujących im prawach, często zostając w tych zakładach po osiągnięciu dojrzałości.
  • porywa się także ułomne dzieci, które są następnie odsprzedawane gangom zajmującym się żebraniem.  Latem  2007 roku, widziałem w Pekinie człowieka bez oczodołów, grającego na shamisen (tradycyjnej chińskiej gitarze). Kilka miesięcy później natrafiłem na tego samego żebraka w Shenzhen, 3 tysiące kilometrów na południe. Jak tam dotarł? Gdzie mieszkał? Ktoś musiał mu „pomóc”.

Porywacze dzieci a chiński rząd

Jeszcze do niedawna, przedstawiciele władz, czy to lokalnych, czy centralnych, unikali zajęcia się tą sprawą. W szczególności policjanci, stając w obliczu niedoboru środków i ludzi, skorumpowanych przełożonych prawdopodobnie zamieszanych w ten proceder, zmuszeni byli do nadawania tym zdarzeniom niskiego priorytetu.

Czynniki takie jak rozmiar Chin, liczba ludności oraz „protekcja przestępców” znacznie utrudniały prowadzenie postępowań.  Zważając na inne problemy trawiące Chiny (morderstwa, narkotyki, fałszerstwa, napady) tłumaczenia te można było uznać za słuszne.

Jednak od pewnego czasu podejmowane są coraz to śmielsze działania, mające na celu powstrzymanie tego procederu. Wszystko dzięki internetowi oraz grupom społeczników (składających się głównie z rodziców porwanych dzieci) którzy robią wszystko by nagłośnić swoje historie.  Ich przekaz trafił aż do USA, gdzie wywołał istną burzę. Informacje, że dzieci oddawane do adopcji mogły być wcześniej uprowadzone od ich kochających rodziców, wywołały pożary pod wieloma dachami.

Doprowadziło to do masowej krytyki rządu chińskiego, a jest to jedna z niewielu rzeczy z którą wysoko zasiadający urzędnicy się liczą. Potęga Chińskiej Republiki Ludowej nie może tracić twarzy z powodu grupki pospolitych rzezimieszków.

I tak w 2009 roku uruchomiono program, dzięki któremu w ciągu niespełna trzech lat udało się uratować z rąk porywaczy ponad 54 tysiące dzieci (pamiętacie oficjalne dane rządowe z początku wpisu, odnoszące się do ilości uprowadzeń ?).

Również samo nagłośnienie tego procederu w Chinach sprawiło, że ludzie zaczęli o tym mówić, dostrzegając to zjawisko i wyrażając ogólną dezaprobatę. Niektórzy eksperci wieszczą zmiany, ponieważ w ciągu ostatniego roku ceny dzieci znacznie wzrosły, co według nich wiąże się ze spadającą podażą.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że te działania nie są tymczasowe i że za rok czy dwa, jak tylko sprawa ucichnie, rząd chiński przestanie się nią interesować – prowadząc tym samym do renesansu tego procederu.

Related Posts