Ciężarówką przez Chiny

0
ciężarówka przez chiny

Po przejechaniu przez góry Tienszanu i krótkim pobycie w Kaszgarze przyszedł czas by ruszyć dalej, tym bardziej że moje konto bankowe coraz śmielej zbliżało się ku zeru. Zostało mi niecałe 500 złotych, a żeby dotrzeć na południe Chin musiałem pokonać ponad 5500 kilometrów.

Ponadto, wiza turystyczna w którą zaopatrzyłem się w Biszkeku miała tylko 30 dni ważności, co w praktyce oznaczało, że miałem niecałe 3-4 tygodnie na znalezienie pracy. Przeczytałem kiedyś, że im mniej czasu masz na podróżowanie, tym więcej musisz mieć pieniędzy. Ja nie dysponowałem nadmiarem ani pierwszego, ani drugiego.

W hostelu w Kaszgarze powiedziano mi, że bilety na najbliższy pociąg zmierzający w stronę Guangzhou będą dostępne za 10 dni. Wsio wyprzedane! Autobusy nie kursowały, o samolocie mogłem sobie pomarzyć. Nie pozostało nic innego jak autostop. Tylko że ja nie miałem za dużo czasu, a praktyka nauczyła mnie, że do pokonania takiej odległości, do tego przy zbliżającej się zimie, będę potrzebował przynajmniej półtora tygodnia.

Zapoznawszy grupę obcokrajowców, którzy także kierowali się na południe, wykombinowaliśmy że najtrudniejszy odcinek do Turpanu, przebiegający przez całkowite odludzie, pokonamy pociągiem. Następnie, dla zwiększenia szans, podzielimy się na dwuosobowe zespoły autostopowe. 40 zł i 27 godzin siedzącej mordęgi później, znaleźliśmy się nieopodal głównej autostrady łączącej Chiny z Kazachstanem.

Na miejscu okazało się, że większość niedoszłych autostopowiczów jednak sobie odpuszcza, postanawiając poczekać na pociąg. Na polu walki z czasem ostaliśmy się tylko jeden Belg i ja. Nie tracąc czasu udaliśmy się w stronę autostrady.

Po tym co zobaczyłem na miejscu, moje nadzieje na szybkie dostanie się na południe pierzchły niczym stado spłoszonych mustangów. W ciągu godziny minęły nas dwa samochody, z czego jeden wypełniony po brzegi robotnikami. No to sobie pojechaliśmy – pomyślałem.

Po kilku godzinach narastającej frustracji udało nam się złapać jeden samochód, którym przejechaliśmy prawie 300 kilometrów. Docierając do punktu poboru opłat miałem świadomość, że słońce chyli się coraz bardziej ku zachodowi, a Frank nie ma śpiwora, co przy nocnych temperaturach spadających poniżej zera może być groźne w skutkach. W ostateczności mogliśmy udać się na stojący nieopodal posterunek policji i poprosić o nocleg w celi.

Na szczęście nie zaszła taka potrzeba, ponieważ złapaliśmy ciężarówkę! Kiedy usłyszałem dokąd jedzie, o mało nie podskoczyłem z radości. Nasi kierowcy zmierzali w okolice oddalonego o prawie 3500 km miasta Wuhan. Ponadto byli skorzy nas tam zabrać. To się nazywa mieć szczęście!

Następne 3 dni spędziliśmy na nieustannej jeździe. W czasie gdy jeden kierowca zajmował się prowadzeniem ciężarówki, drugi spał na dolnym łóżku. Podobnie było z nami. Podczas gdy ja siedziałem na fotelu pasażera, Frank leżakował na górnym łóżku.

Zatrzymywaliśmy się dwa razy dziennie, o 8 rano i 20 wieczorem, by zasiadłszy za stołem wypchać żołądki gotowaną wołowiną, ryżem oraz surowym czosnkiem. Czas na toaletę wypadał podczas postojów na punktach poboru opłat. Trzeba było wtedy szybko wyskoczyć z ciężarówki, przebiec kilkadziesiąt metrów, po czym nie zważając na stojące wokół samochody, kucnąć przy poboczu i załatwić swoje potrzeby. Oczywiście w błyskawicznym tempie, bo ciężarówka nie mogła stać i blokować pasa ruchu w oczekiwaniu aż jegomość skończy poranne ablucje.

Czwartego dnia jazdy pękło łożysko w naczepie i musieliśmy się zatrzymać, by dokonać niezbędnych napraw. Nieopodal miejsca naszego przymusowego postoju znajdował się „hotel” dla kierowców. Cena za pokój dwuosobowy wynosiła 30 zł. W środku znajdowały się dwa łóżka, przykryte pościelą tak czarną, że śmiało można było podejrzewać, iż poprzednimi lokatorami byli górnicy dopiero co wracający z szychty.

Temperatura wewnątrz pokoju nieznacznie tylko dobiegała od tej panującej na zewnątrz, czyli było bardzo zimno. Do ogrzania się dostaliśmy dwa elektryczne koce, ale zważając na marny stan okablowania oraz okopcone gniazdka postanowiliśmy z nich zrezygnować. Ja wcisnąłem się w śpiwór, a Frank założył na siebie całą odzież jaką posiadał. Tym sposobem jakoś dotrwaliśmy do wschodu słońca.

Następnego dnia o poranku, wyruszyliśmy do oddalonego o kilka kilometrów warsztatu zajmującego się naszą ciężarówką. Na miejscu musieliśmy spędzić jeszcze kilka godzin, ponieważ usterka okazała się znacznie poważniejsza niż wcześniej podejrzewano. W końcu, około godziny 17 ruszyliśmy przed siebie.

Na przestrzeni następnych 24 godzin, wysadziliśmy Franka na obwodnicy miasta Xi’an, opróżniliśmy przyczepę z przewożonej bawełny oraz dotarliśmy do Wuhan. Po dziś dzień był to mój najdłuższy, jednorazowy autostop. Do tego pokonany ciężarówką jadącą przez Chiny!

A Ty jakie miałeś przygody autostopowe?

Related Posts