Inne kraje

Domówka na Brooklynie

 

Za co kocham podróże? Przede wszystkim za możliwość poznawania ludzi z całego świata, odkrywanie nowych miejsc i przygody. O jednej z nich opowiem właśnie w tym wpisie. Sytuacja miała miejsce podczas mojego kwietniowego wyjazdu do USA.

Po całym dniu spędzonym na Manhattanie, wróciłem już trochę zmęczony do hostelu. Ikonka baterii na telefonie podświetlała się na czerwono sygnalizując, że urządzenie zaraz się wyłączy. Nic prostszego, przekopuje plecak w poszukiwaniu ładowarki. Podpinam do niej telefon i wkładam wtyczkę do kontaktu. Niestety – telefon nie reaguje. Lekko poirytowany zagadnąłem do współlokatorów. Na moje nieszczęście, nikt nie miał takiej samej komórki.

Sam brak telefonu nie był jakimś problemem. Kolejnego dnia miałem bardzo wcześnie autobus do Bostonu, na dodatek z drugiego końca Manhattanu. Nie miałem możliwości ustawienia budzika aby wstać na czas. Postanowiłem chociaż na trochę się położyć, a następnie czekać do świtu aby wyjść o odpowiedniej godzinie. Tak też zrobiłem.

Urządziłem sobie krótką drzemkę, a następnie poszedłem do kuchni z zamiarem zrobienia sobie czegoś do picia. W hostelu gdzie spałem kuchnia była połączona z takim pokojem do użytku ogólnego. Były tam sofy i stolik z shishą. Gdy wszedłem siedziało tam już sporo osób, m.in kręcących skręty i pijących piwo 😀 Wstawiłem czajnik i widząc, że machają abym usiadł z nimi idę w stronę wolnego krzesła.  Po kilkunastu minutach pada pytanie czy chcę jechać z nimi na urodzinową domówkę. I tak bym siedział tutaj do świtu – pomyślałem, odpowiadam, że chętnie. Jedna z osób zadzwoniła po taksówki (do jednej byśmy się nie pomieścili) i każdy poszedł się szykować.

Gdy auta podjechały pod budynek wychodzimy i losowo wsiadamy do dwóch pojazdów. Ktoś podał kierowcy karteczkę z adresem i ruszamy za pierwszą taksówką. Wysiedliśmy przy jakimś małym sklepiku w którym kupiliśmy zapas piwa (mimo, że alkohol w USA jest od 21 lat, na Brooklynie kupowałem go bez problemu). Obładowani siatkami idziemy pod drzwi budynku gdzie stoi ekipa z drugiego samochodu. Dzwonimy domofonem i wchodzimy na piętro.

Pierwsze wrażenie? MEGA! Mieszkanie składało się z kuchni, łazienki, małego  i dużego pokoju dziennego  z wielkimi oknami. Pod ścianą były schody prowadzące do sypialni. W rogu stał DJ z rozstawionymi kolumnami, pod oknami były stały kanapy, a po lewej duży stół. Po przywitaniu się ze wszystkimi idziemy na kanapy i otwieramy piwa. Dało się nawet zauważyć polską wódkę :)

Ktoś zaproponował abyśmy zagrali w Beer Ponga, zabawa znana m.in. z amerykańskich filmów. Jeden chłopak tłumaczy mi zasady, rozstawiamy kubeczki na wielkim stole i zaczynamy rozgrywki. O dziwo jak na pierwszy raz szło mi całkiem nieźle. Dziewczyna która miała przewieszony aparat na szyi prosi abyśmy ustawili się do zdjęcia. Cyka fotkę która po chwili wysuwa się z dolnej części aparatu. Po dobrych kilku minutach machania wydrukiem widać już na nim wszystko wyraźnie.

Kiedy impreza trwa w najlepsze słychać głośny stukot w drzwi. Muzyka zaraz zostaje ściszona, skręty znikają ze stołu. Gospodarz idzie otworzyć drzwi, w których pojawia się policjant! Nie miał zamiaru wchodzić do środka tylko poinformował, że jest za głośno i jeżeli chcemy kontynuować imprezę mamy się przenieść do klubu.

Kiedy już na prawdę zrobiło się późno zamawiamy taksówki i wracamy do hostelu. Czekałem w nim jeszcze około 40minut, po czym zabrałem bagaże i poszedłem na stację metra.

Może to nie była impreza rodem z Project X, ale na pewno coś co zapamiętam na długo. :)

Zrobione z miłości. Wszelkie prawa zastrzeżone.